Pierwszy przystanek - Los Angeles


" Witamy Państwa na pokładzie. Ogłaszamy, że dobór miejsc jest dowolny, także zachęcam do rozejrzenia się koło kogo mielibyście ochotę usiąść. Wybierzcie mądrze, nigdy nie wiadomo co może z tego wyniknąć ;)" 

Tak się właśnie poznaje miłość swojego życia w Stanach, haha :) Polecam linię Southwest, nie dość  że miałyśmy bardzo wyluzowaną załogę podczas lotu do Los Angeles, to w cenie  są dwie sztuki bagażu nadawanego. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam, a ceny biletów zazwyczaj mają bardzo dobre. 


Nasz host William przyjechał po nas na lotnisko i zabrał nas na małą wycieczkę po okolicy. Dostałyśmy duuuży pokój z łazienką i obstawiam,że z najwygodniejszym łóżkiem na jakim będzie nam dane spać podczaj tej podróży. Do tego William zaproponował, że pożyczy nam samochód na czas naszego pobytu, więc dodatkowo zaoszczędziłyśmy na wynajęciu samochodu - bo bez auta w LA ani rusz. Taaak, czasem na couchsurfingu tak się trafia :) 


A jego dom miał taki świetny klimat, z chęcią bym w takim zamieszkała :)


Miał super miejsce do siedzenia, z ogniskiem na gaz. I drzewko mandarynkowe przed domem :)

Posted in , , | 3 Comments

Majówkowy Road Trip!



Już jutro razem z moimi współlokatorkami lecimy do Los Angeles, tam wynajmujemy samochód i ruszamy w górę wzdłuż wybrzeża :) Majówkowy road trip czas rozpocząć!


Planowana trasa
Los Angeles - Santa Monica - Santa Barbara - Monterey - Santa Cruz - San Francisco - Yosemite Park - Sequoia National Park - Bakersfield - Death Valley - Las Vegas - Zion Canyon - Bryce Canyon - Dead Horse Point - Arches National Park - Canyonlands National Park - Antelope Canyon - Grand Canyon - Las Vegas - Los Angeles 



CHYBA już nawet mamy hosta  (z couchsurfingu) na pierwszą noc.

Posted in , | 3 Comments

Sesja nie musi być zła - apel do Uniwersytetu Warszawskiego!


Bezpłatne masaże robione przez profesjonalistów, malowanki, wycinanki, karty, gry planszowe, jedzenie, napoje, lekko przyciemnione światło i przyjemna muzyczka – tak właśnie wygląda strefa bezstresowa na Northeastern utworzona specjalnie na czas sesji dla studentów J

Proszę, jaka ładna lampka z delfinkami, haha. Tak się wczoraj bezstresowo uczyłam do egzaminu :)


Kolejna - z flamingiem :) obok mała fontanna, warcaby, jakieś kolorowanki :P

I najlepsza część - masaże :) 


Miałyśmy pod ręka mnóstwo naklejek, więc zaszalałyśmy artystycznie. Paulina zaprojektowała okładkę notesu.

a ja przyozdobiłam swój komputer - tak, teraz jest już gotowy na wakacje :)


Była też strefa do medytacji:  

Kochany Uniwersytecie Warszawski, chyba nie proszę o zbyt wiele? 
Jedynie masaż i parę kolorowanek podczas kolejnej sesji. 
Wspomóż studenta!
Stres to podobno cichy zabójca!

Posted in , , , | 2 Comments

Amisze - najlepsi przedsiębiorcy w USA?

Pod supermarketem Amiszów zamiast samochodów stoją zaparkowane bryczki :)


Znalazłam w internecie artykuł mówiący o tym, że firmy Amiszów mają najniższy odsetek niepowodzeń biznesowych ze wszystkich firm w USA. Podobno aż 95 % z nich funkcjonuje przez co najmniej 5 lat, a taki wynik udaje się uzyskać tylko 50 procentom firm amerykańskich. 

"zaletą Amiszów jest to, że swoje firmy budują najczęściej w oparciu o to, na czym się dobrze znają.  Kluczowe są tu słowa „wiejski, tradycyjny i własnej roboty”. „Czy konsument zaufałby Amiszowi, który sprzedaje telefony komórkowe, albo naprawia komputery? Wątpię…” 

Też wątpię, zwłaszcza, że wtedy chyba trudno by było ich nazwać Amiszami... ;)

Najlepsze masło orzechowe na świecie!


Sukcesowi firm Amiszów ja się w ogóle nie dziwię. Gdybym mogła to robiłabym tam zakupy codziennie! A jaki jest ich sekret? Po prostu mają świetne produkty! A jakie pyszne robią chipsy warzywne, gdybym nie spróbowała to nigdy bym nie uwierzyła, że chipsy z buraków, fasolki itd., mogą być tak smaczne. Amisze powinni rozpocząć dystrybucję na cały kraj ( i Polskę poproszę ) - spokojnie wygryźliby Lays'y :) 


 Królestwo przypraw!


A jakby tego było mało to wymyślili magiczne tabletki zapobiegające starzeniu się. Szkoda, że mają taki krótki termin ważności, bo kupiłabym sobie zapas na następne 20 lat. 


Ktoś ma ochotę, na lego-cukierka? J

Posted in , , | 2 Comments

Jak żyją Amisze?


Ciężko w to uwierzyć, ale widziałam na własne oczy - istnieją jeszcze ludzie którzy izolują się od większości osiągnięć technologii, nie używają samochodów, komputerów, aparatów, a ortodoksyjne zbiory nawet elektryczności. Na ulicach królują zaprzęgi konne, zaparkowane przed każdym domostwem w okolicy.


To wszystko koło miasteczka Arthur w stanie Illinois gdzie wybrałysmy się z dziewczynami na weekendowy trip. Ktoś miał chyba duże poczucie humoru, bo główna ulica w Arthur nazywa się PROGRESS (postęp) :)


Ze względu na szacunek do przekonań Amiszów, zdjęcia powinno się robić im tylko z daleka, a najlepiej z tyłu. Ale nawet na tym zdjęciu widać,że nie ulegli presji mody. Ich stroje są proste i skromne. Mężczyźni noszą kapelusze i szelki (noszenie paska jest zakazane), a kobiety chustki lub czepki i obowiązkowo spódnice/ sukienki, bo ubieranie się nieadekwatnie do swojej płci jest surowo zakazane! 

"Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety, gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego"


To nie jest tak, że Amisze żyją w nieświadomości jak wygląda świat wokół nich i dlatego prowadzą taki styl życia.  Każdy z nich sam może podjąć decyzję czy chce przystąpić do kościoła czy nie.  Po 16 urodzinach zaczyna się tzw. Rumspringa okres podczas którego nastolatkowie mogą trochę zaszaleć i złamać codzienne zasady :) Telewizja, telefon komórkowy, wyjście do klubu w dżinsach, makijażu czy nawet pasku (jeśli naprawdę chcą zaszaleć :D)  czy pierwszy łyk alkoholu - to wszystko pozbawione jest konsekwencji.

Jeśli w tym okresie zdecydują się odejść od wspólnoty nie grozi im potępienie czy wygnanie i i najczęściej w dalszym ciągu mogą kontaktować się ze swoimi rodzinami. Jeśli jednak odejdą od kościoła już po przyjęciu chrztu często kończy się to tak zwanym "shunning" - rodzina odcina się od grzesznika i zrywa z nim wszelki kontakt. 

Posted in , | 3 Comments

Usmiechnij się, jesteś w niebieskiej kamerze!


Gdy jechałam na spotkanie organizacyjne Chicago Underground Film Festival jak zwykle jadąc w nowe miejsce sprawdziłam drogę na googlemaps, jedna przesiadka, dwa autobusy, droga wydawała się dość prosta, tylko nie przewidziałam gdzie ta przesiadka będzie miała miejsce...

...ale gdy tylko wysiadłam szybko zorientowałam się, że jestem w miejscu w którym nie powinnam się znaleźć. I że jestem jedyną nie Afroamerykanką w okolicy. Nie umknęło to też uwadze wszystkich na około gdy przypatrywali mi się z szyb swoich wooolno przejeżdżających samochodów. I zobaczyłam niebieską kamerę. A jak zatrąbili. O mamo. Chce być niewidzialna.


Generalnie zasady są takie:

- Nie jeżdzić do niebezpiecznych dzielnic po zmroku
- Nigdy nie chodzić tam samemu, tylko chociażby w dwie osoby
- Nie używać transportu publicznego
- Nie rozglądać się, tylko pewnie iść do celu... (gdzie do diabła jest ten przystanek?)

Taaa, no więc idealnie wpisałam się w instruktaż. Było po zmroku. Byłam sama. I zdezorientowana rozglądałam się na wszystkie strony w poszukiwaniu przystanku autobusowego. Odpuściłam sobie chyba jedną jedyna rzecz i nie wyciągnęłam lustrzanki (tak, o zgrozo miałam ze sobą),żeby popstrykać zdjęcia okolicy. Więc zdjęcia "niebieskiej kamery" zapożyczyłam z internetu. 


 photo by Senor Codo

Wygląda to mniej więcej tak:


W Chicago takich kamer jest prawie 2000. Większość z nich umieszczono w najbardziej niebezpiecznych dzielnicach. Emitują intensywne, charakterystyczne niebieskie światło. Z założenia mają przeciwdziałać przestępczości. Zasada jest taka,że jeśli widzisz światło, kamera prawdopodobnie widzi Ciebie i powinieneś czuć się bezpieczniej. A rzeczywistość jest taka,że jakość nagrań jest zwykle bardzo słaba i często nie pomaga w sądzie, zwłaszcza,że nie można użyć nagrania jako jedynego dowodu w sprawie. Powiem wam szczerze,że wcale nie czułam się lepiej, właściwie gdy zobaczyłam to niebieskie światełko, to od razu zaczęłam się bardziej bać :P


Gdy przyjechałam do Chicago, szukając mieszkania wchodziłam na stronę policji ze statystykami przestępczości gdzie można sobie sprawdzić ile było w ostatnim czasie napadów, strzelanin i innych przestępstw na danym obszarze, bo nie chciałam wylądować w jakiejś podejrzanej okolicy. Oczywiście nie wpadajmy w paranoję. W centrum i na północy (gdzie mieszkam) jest raczej bezpiecznie.To była pierwsza tego typu sytuacja w której nie czułam się całkiem bezpiecznie, więc naprawdę nie ma się czego bać. Po prostu gdy się wybiera na południe trzeba uważać, żeby nie wylądować tam gdzie nie trzeba... o czym niestety zapomniałam tamtego dnia. Ale na szczęście skończyło się tylko na dreszczyku emocji ;)


Posted in , | Leave a comment

Czyżbyśmy w głębi duszy wszyscy byli Irlandczykami ?

Z niecierpliwością czekałam na dzień Św. Patryka! Jest to jedno z najhuczniej obchodzonych świąt w Chicago. Co roku głównym punktem dnia jest farbowanie rzeki na zielono :)

Nigdy wcześniej nie widziałam (no może poza euro 2012 ;), żeby tyle ludzi wczuło się w klimat, przebrało i świętowało z takim zapałem :) Ulice zapełniły się wymyślnie poprzebieranymi ludźmi, dosłownie WSZĘDZIĘ, do jakiegokolwiek pubu się nie weszło, przeważał tam kolor zielony. Nie wspominając już o ulicach wypełnionych zielonym tłumem. Zdaje się,że tego dnia wszyscy czują się Irlandczykami :)


My też wczuliśmy się w klimat. Razem z grupą couchsurferów zaczęliśmy już o 10 rano od Irlandzkiego Śniadania, a później pojechaliśmy do centrum zobaczyć zieloną rzekę i paradę :)


Kolejnym punktem programu był Irish pub. 


Jeśli piwo to wybory były tylko dwa: Guinness albo zielone. A, że ja jakoś wciąż do Guinness'a  się przekonać nie mogę postanowiłam nie zmieniać gamy kolorystycznej :)


Nowe odkrycie – Irish Car Bombs. Całkiem smaczne, zresztą jak chyba wszystko z Baileysem ;) Kieliszek upuszcza się do szklanki i później całość szybko wypija.

Dzień zakończony domówką

To był naprawdę bardzo udany dzień. Jakimś cudem oczekiwania nie przerosły rzeczywistości. Tak sobie myślę,że można by spróbować rozpowszechnić tą tradycję i w Polsce :)


No i fajnie było tak przez jeden dzień być... 

(a później zgubiłam znaczek i się skończyło panowanie :P)

Posted in , , | 5 Comments