Lombok

Nadeszła zima, pora roku która niestety zawsze negatywnie wpływa na mój nastrój. I chociaż jak na luty, to w Chicago pogoda jest niezła, to słoneczną nie można jej nazwać...

Zimno, plucha, człowiek nie może wyjść na dwór bez tego uczucia szczypiącego mrozu na policzkach . Tak, zima znowu uprzejmie mi przypomina,że nie najlepiej się tolerujemy i że powinnam się gdzieś wynieść, gdzieś gdzie jej nie ma. Pamiętam już, aż za dobrze co było motywacją napędzająca, gdy pakowałam swoje manatki by przenieść się na drugi kraniec półkuli. Tęsknota za słońcem popchnęła mnie do przeglądania zdjęć ;)



Zdjęcia zrobiona na wyspie sąsiadującej z Bali - Lombok, która według mnie jest naprawdę niedoceniana. Była równie piękna jak Bali,a jednocześnie nie przepełniona turystami. Ach gdybym tak tylko mogła cofnąć czas i znowu znaleźć się tam choć na chwilę... 



Dzieci Lomboku. Gdy tylko nas zobaczyły, od razu zaczęły hasać po drzewach obok których leżałysmy. A gdy wyciągnęłam aparat, cóż myślałam,że dziewczyny mnie zabiją, bo wtedy dopiero zaczęło się prawdziwe przedstawienie ;) 



mali modele, haha ;)

Posted in , , | 4 Comments

Nieulotne - Recenzja

Najnowszy film Jacka Borcucha - "Nieulotne"  swoją światową premierę miał na tegorocznym Festiwalu Filmowym Sundance. To kolejny po „Wszystko co Kocham” film Borcucha który zwrócił uwagę selekcjonerów jednego z najważniejszych festiwali filmu niezależnego. Ależ ja byłam dumna idąc na tą projekcję, że polski film zakwalifikował się do konkursu! Niestety byłam nie tylko dumna ale i śpiąca. Była godzina 21:45. A droga na festiwal była długa, tego samego dnia przyleciałam do Salt Lake City i ponieważ na lotnisku musiałam być o 5 rano, to wiadomo, przed wylotem iść spać się już nie opłacało. Tak więc dla mnie ten dzień trwał już jakieś 36 godzin. 


„Tylko żeby nie zasnąć” (zaklinałam samą siebie). Było to realne niebezpieczeństwo bo na poprzednim filmie "Look of Love" trochę mi się już oczy kleiły,mimo, że sam film zdecydowanie do usypiających nie należał. Nagość, cekiny, ekscentryczna muzyka bombardowała z ekranu, była to w końcu historia Paula'a Raymond'a - założyciela odnoszącego wielki sukces teatru i klubu ze striptizem w Wielkiej Brytanii. Na szczęście dobre kino się zawsze obroni. Senność minęła, a na "Nieulotne" oka nie zmrużyłam ani na chwilę. Zresztą trzeba było patrzeć,bo ujęcia były piękne!

                                                                                                                                       fot. Michał Englert

Nieulotne to historia miłości między dwójką studentów. Miłości? Właściwie to raczej historia tego jak sobie radzić, gdy życie stawia nas w sytuacjach tak ciężkich i niespodziewanych, że nigdy nie bylibyśmy w stanie sobie nas w nich wyobrazić. Sytuacji, które rozgrywają się tylko w filmach. No właśnie, a co gdyby ten film, okazał się czyimś życiem? Karina (Magdalena Berus, Bejbi Blues) i Michał (Jakub Gierszał, Sala Samobójców; Yuma) poznają się w Hiszpanii. Słoneczne, beztroskie otoczenie, idealne do rozkwitu uczucia między dwojgiem młodych ludzi, jednym słowem sielanka, aż do momentu który zmienia wszystko…


I nawet wtedy gdy zostają przyparci do muru, gdy ich świat wywraca się do góry nogami, codzienne sytuacje nie dają taryfy ulgowej. Trzeba wstać, trzeba napisać pracę na studiach i zaliczyć egzamin, rozegrać ze swoją drużyną mecz siatkówki. Bo jaki jest wybór? Można się albo w takiej sytuacji w sobie zapaść, zabić albo można żyć dalej. A jeśli mamy jedno życie, to należałoby o nie zawalczyć. 


fot. Michał Englert

Magda Berus zrobiła na mnie jeszcze lepsze wrażenie niż w Bejbi Blues. Jej gra jest naturalna, lekka, prawdziwa. Czułam jej emocje, po prostu jej wierzyłam. Może dlatego, że jednak łatwiej było mi się utożsamić z bohaterką „Nieulotne” niż z Natalią z Bejbi Blues. Karina jest dziewczyną raczej mocno stąpającą po ziemi, dobrą studentką, bezwolnie wepchnięta w sytuację z którą nie jeden młody, wciąż pełen ideałów człowiek, by sobie nie poradził. Ideały? Wyobrażenia? To wszystko spada na dalszy plan. To nie "Efekt Motyla". Bohaterowie nie mogą cofnąć się w czasie by odwrócić tą jedną, decydującą o wszystkim sekundę. No właśnie, Nieulotne to film o chwili. O chwili, która jest w stanie zmienić wszystko. Nie z naszej winy. Nie z winy głównego bohatera. Bo momentu który ma wpłynąć na całe jego życie, nie można nazwać nawet decyzją, to raczej impuls, instynkt, zbieg okoliczności, a jego wypadkowa, cóż, z tym ciężarem później będzie sobie musiał radzić...





W roli drugoplanowej możemy również zobaczyć Juan'a Jose Ballesta, znanego z filmów takich jak:  
"4 piętro" czy "Złodzieje". 


Jak już wspominałam wczesniej, film zasługuje na uwagę ze względu na piękne ujęcia. Brawa należą się operatorowi - Michałowi Englertowi który dostał nagrodę w Sundance za najlepsze zdjęcia :)! Chyba więc warto zobaczyć rodzimy film który zyskał aprobatę nawet za oceanem. "Nieulotne" od dzisiaj w kinach! 

Posted in , , , , | 3 Comments

Sundance Film Festival

Gdy mówię ludziom, że jadę na festiwal filmowy wydają się być zainteresowani. Gdy mówię,  że trwa 11 dni i można na nim obejrzeć nawet po 5 filmów dziennie to najczęściej robią zatroskaną minę. Ktoś kiedyś spytał mnie czy mi za to płacą. Dostałam parę współczujących spojrzeń. Zdaje się, że raz nawet ktoś poklepał mnie po plecach z westchnieniem w stylu „cóż poradzić, życie jest ciężkie”.


No cóż, życie znowu zacznie być "ciężkie" chociaż tym razem nie we Wrocławiu. Za parę godzin lecę na Sundance Film Festival. Już dzisiaj będę w Salt Lake City. Emocje rosną. Jest 3 nad ranem i ostatnie rzeczy lądują w walizce,. Za 2,5 godziny ma przyjechać taksówka, która zawiezie mnie na lotnisko i właśnie wtedy dostaje SMS. Sms z którego jasno wynika, że cóż…chyba jednak nie będę mogła przyjechać do couchsurfera u którego miałam DZISIAJ przenocować. Samolot mam za jakieś 4,5 godziny.

Wdech, wydech, wdech, ok. Jakoś to będzie.


Tak było wczoraj. A później? A później, cóż – wsiadłam do samolotu i zrobiło się znacznie lepiej. WiFi Kochani!!! Nigdy wcześniej się z takim cudem w samolocie nie spotkałam, więc moja ekscytacja sięgała zenitu. A potem wyjrzałam za okno i zrobiło się jeszcze lepiej.


Podróż minęła dobrzeJ Tylko teraz trzeba było zaczać działac. Odebrać bilety na filmy, znaleźć dach nad głową? Takie drobiazgi. I wtedy zobaczyłam wielki napis Sundance Film Festival. Moim oczom ukazała się festiwalowa informacja. OK, jedyny znajomy element w tym otoczeniu, idę.


- Chcialabym sie zapytac jak dojechac ... (wlasciwie gdzie ja chcialam jechac? ) moze gdzies gdzie moge odebrac bilety?
- A w jakim hotelu sie zatrzymujesz? – Pan z informacji pewnie myslal,ze tym pytaniem ulatwi mi sprawe
- Hotelu? Hmm, wlasciwie to ja nie mam hotelu, albo miejsca...gdzie sie zatrzymam. - mina Pana była nietęga

Ale w tym momecie drugi wolontariusz wtracil sie do romozwy – Couchsurfing? – zapytal, choc nie wiem jak mnie tak szybko rozszyfrowal, bo bylo to pierwsze slowo ktore do mnie powiedzial. Slowo klucz. Po chwili okazalo sie,ze sam przyjmuje u siebie ludzi, ze podwiezie mnie do Main Box Office gdzie bede mogla odebrac swoje bilety i wlasciwie to moge zostawic u niego swoje rzeczy, albo przenocowac, jesli nie znajde niczego. 


Jakies 2 godziny później miałam już wszystkie bilety, które jakims cudem udało mi się kupic w przedsprzedaży online.


W ramach wyrabiania sobie nawyku czestszego zamieszczania zdjec zalozylam sobie instagram, nie wiem jak bedzie z postami z festiwalu (tego pisze glownie na komorce), ale jesli ktos jest ciekawy jak mi festiwalowe dni mijaja - zdjecie mam zamiar zamieszczac w miare regularnie

Jesli ktos ma ochote sledzic zapraszam na http://instagram.com/where_is_basia/


Posted in , , , | 3 Comments

Święta zawsze jakoś mijają za szybko...




Amerykanie kochają święta, i wszystko co ze świętami związane :) Sklepy zapełniają się akcesoriami świątecznymi. Między sąsiadami panuje prawdziwa rywalizacja. Kto w tym roku ciekawiej przyozdobi swoje domostwo?

Z tego co widziałam, to w Polsce jakoś ubogo było w tym roku w ozdoby, jakaś choineczka, pare lampek, nic nadzywczajnego. Dlatego tym którzy już zdążyli zatęsknić za świątecznym klimatem dedykuję tę serię domost. 




A teraz jak wygląda Chicago? Teraz to już na domach zaczęły się pojawiać jakieś walentynkowe serduszka ... :)

Posted in , , | 4 Comments

kłódka

Przy Adler Planetarium - jedna z moich ulubionych miejscówek.

Chicago pokochałam właściwie od razu. Duże, tętniące życiem miasto, pełne i wielkich budynków i zieleni.  
I gdy już człowiek myśli,że się do życia na emigracji przystosował. Gdy myśli, że oswoił wszystkie nieznane elementy, nagle natknie się na coś.  Na taką drobnostkę, która skutecznie sprowadzi go na ziemię. Zdaje się być sprawą oczywistą dla wszystkich dookoła - nam wydaje się pomysłem z kosmosu. I po raz kolejny czujemy się jak przybysz z obcej planety...

I chociaż nie opowiadam już historii mojego życia, gdy sprzedawczyni w sklepie pyta mnie "How are you?". I przyzwyczaiłam się, że do cen które są umieszczone na produktach doliczają jeszcze później przy kasie podatek (ale nie pogodziłam się - wnerwia nadal). I że wiecznie chcą żeby im wszystko literować. Przyzwyczaiłam się, że trzeba dawać napiwki, nawet w taksówce. Właściwie to już myślałam,że wiele mnie tutaj nie zaskoczy. Nawet wiewiórka - jako zwierzątko domowe :) 

Pies? Na co komu pies? Przecież wiadomo,że nikt tak dobrze nie aportuje jak wiewiórka!

Aż pewnego dnia poszłam na basen, i już pomijając fakt,że na każdym publicznym basenie tutaj cały dzień jest rozplanowany na konkretne zajęcia. I jak człowiek nie chce grać w wodne polo, nie kwalifikuje się jeszcze na emerycki fitness, nie ma pod ręką niemowlaka którego mógłby zaciągnąć na wodne mother-babe bonding czy po prostu zwyczajnie w świecie nie ma AKURAT ochoty uprawiać jogi na pontonie to musi się wstrzelić w ściśle ustaloną godzinę lub dwie dziennie przeznaczone na normalne pływanie.  

Ale, ok - przybyłam. Wszystko pięknie  A jakaś szatnia, to gdzie jest? I czy mogłabym prosić jakiś kluczyk do szafki? Kluczyk? Kłódkę Pani ma na myśli? No tak, szafki to są tam na dole i Pani sobie swoją kłódką zamknie. Kłódką, jaką kłódką? O mamma mia. A kłódkę trzeba mieć swoją. Oczywiście, jasna sprawa. Normalka,żeby wszędzie ze sobą nosić kłódkę. Podręczna zawartość każdej kobiecej torebki w USA. Na wypadek jakby nas nagle naszła ochota coś (kogoś?) gdzieś zamknąć? Solidny też to przedmiot, to i przy samoobronie się przyda jakby się kogoś wkurzającego chciało zdzielić po głowie ;) Sami chyba przyznacie,że brzmi logicznie ;)


Tak więc kłódkę mam już i ja i od teraz, już się z nią nigdy nie rozstanę! :)

No cóz, coś za coś, do tych małych różnic przyzwyczaić się można, a nie wszędzie można mieć takie piękne widoki! I jak tu nie kochać Chicago!?


Przepiękny widok z Adler Planetarium nocą.

Posted in , | 6 Comments

Don't be afraid of Detroit.!

Oj, nasłuchałam się przed wyjazdem do Detroit, że niebezpiecznie, że jeden z najwyższych współczynników przestępczości w US, że gangi szaleją, ale właściwie na ulicach to pusto, więcej jest budynków niż ludzi. Podsumowując strach jechać i nie warto.

Całe szczęście, że jedyna opinia jakiej z Natalią posłuchałyśmy należała do Aly'iego, couchsurfera którego spotkałyśmy na CouchCrash w Chicago. Nalegał, żebyśmy koniecznie go w Detroit odwiedziły. "Dziewczyny, nie słuchajcie ich, koniecznie przyjedźcie, Detroit to świetne miasto, ja gdybym miał ponownie wybierać gdzie mam mieszkać to nie zamieniłbym go na żadne inne. Obiecuje, że w Detroit pokaże wam wszystko co najlepsze!"


I miał rację, Aly był chyba najlepszym przewodnikiem po mieście jakiego kiedykolwiek miałam. Nie ma chyba nic lepszego nic zwiedzanie nowego miejsca oczami osoby która naprawdę je zna i kocha.  Teraz myślę,że to całe gadanie, to może jakiś spisek, żeby ludzie do Detroit masowo nie jeździli, bo gdyby pojechali, to odkryliby jaka bajkowa kraina się tu kryje! Ci co już ją znają pewnie sprzymierzyli się w konspiracji i chcą ją zatrzymać tylko dla siebie. Ale ja nie będę taka i zapraszam was w tą magiczną okolicę...



I know a place where dreams are born.
 And time is never planned. 
Step on the road and don't be shy.
It's never never land *


 Never use logic in this place. 
Cause you don't need it here.


 Dom muzyczny był kuszący, winylowym płytom trudno się oprzeć...


...ale jednogłośnie wybrałyśmy ten na nasze nowe domostwo! :) 


I ta kolorowa jezdnia!


razem z Natalią i Aly'im prowadzimy niezwykle ważne rozmowy biznesowe w naszym nowym biurze ;)


  You can find anything you want,
 just pick what you need !



No dobrze, a jak to wszystko powstało?

Magia? Właściwie to można tak powiedzieć, magia ludzkiej wyobraźni i determinacji.

Jeszcze nie tak dawno temu w tej właśnie okolicy przestępczość rozwijała się w najlepsze, bieda, narkotyki, zamiast kolorowych obrazków na ścianach widniały co najwyżej ślady po kulach. Gdy 26 lat temu artysta Tyree Guyton powrócił do swojego rodzinnego miasta, na Heidelberg, ulicę na której dorastał. Smutna rzeczywistość przeraziła go. Zamiast uciekać postanowił coś z tym zrobić.Uzbrojony w pędzel i wielkie chęci, razem z pomocą okolicznych dzieciaków zaczął powoli przemieniać tą upadła okolicę w wielką przestrzeń artystyczną. W miarę jak okoliczne domy zaczęły zamieniać się w gigantyczne dzieła sztuki, turyści, a więc i patrole policyjne zaczęły coraz częściej pojawiać się w okolicy. Przestępczość czuła się nieswojo w takim towarzystwie, i tak stopniowo zaczęła znikać z ulicy Heidelberg...



* fragment piosenki Jane Monheit – Never Never Land + moje własne wariacje 

Posted in , , | 13 Comments