CHi!



No i znowu jestem na emigracji, tylko tym razem po drugiej stronie półkuli. Melduję się z Chicago spod słynnej "fasolki". Udało mi się spełnić jedno z najdawniejszych marzeń - w tym roku będę studiować w USA :)

Jeśli chodzi o poprzedniego posta to zagadka teraz chyba powinna wydawać się łatwiejsza. Chodziło oczywiście o krainę Halloween, a dokładniej obchody Halloween w USA. Bo tylko tutaj pod koniec października zombie, duchy i inne zjawy zaczynają swobodnie chadzać po okolicy, pajęczyny magicznie spowijają ogrodzenia, a na co drugim trawniku pojawiają się nagrobki. W sklepach na półkach sztuczna krew leży obok bułek.  I następuje nagły wysyp dyniowych muffinków (mniam! pyszne są!).


Posted in , | 9 Comments Location: Chicago, Illinois, Stany Zjednoczone

.

Strach wyjść na ulicę! Zombie, duchy, czarownice ,na każdym kroku czaszki, jakieś przeraźliwe stwory... podła jest to okolica doprawdy...



 Rest in Pieces [*]

Ktoś zgadnie, gdzie jestem? Cóż to za mroczna kraina...?


Posted in , , | 4 Comments

Paris is always a good idea!




Chłopak z Norwegii szkicuje coś zawzięcie w swoim zeszycie. - "Wiesz, wczoraj na koncercie sprzedałem jedną koszulkę!" - mówi dumnie mając na sobie T-shirt z wyciętym kółkiem na brzuchu (także swojego projektu). Cóż to za styl, nie wiem? Minimalizm? W każdym razie - przewiewne, właściwie idealne na aktualną pogodę. Gdy wchodzę do łazienki wyłania się z niej 5 prawie identycznych blond głów, niczym z drużyny cheerlederskiej. No tak, to dzisiaj miała przyjechać 7-osobowa rodzina z Ameryki którą nasz host zgodził się przyjąć. O 2 w nocy wpada 3 chłopaków z Kostaryki. Gdy mówią, że okolica wygląda na niebezpieczną Włoch podśmiewa się z nich pod nosem. 4:30 w nocy. Debata filozoficzna trwa. Część osób śpi już po kątach. Ktoś medytuje sobie w ogrodzie. Nasz host wyciąga dżem własnej roboty. Pycha!


Chyba czas uwierzyć w karmę. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że goszcząc ponad 600 osób w ciągu ostatniego roku  naszym host nie przytrafiło się nic złego? Klucz pod wycieraczką. Telewizor na ścianie. Świetna atmosfera. Wszystko na swoim miejscu. Gdy przeczytałam taką informację na ich profilu  na couchsurfingu myślałam, że lekko sobie podkoloryzowali tą liczbę. No, bo 600 ludzi? Serio. Wystarczyło żebym pomieszkała z nimi przez tydzień i spokojnie mogę wam powiedzieć, że jest to jak najbardziej możliwe. W ciągu tych 7 dni, przez ich dom przewinęło się ponad 15 osób.  Para z Hawajów. Chłopak z Nowej Zelandii. Norweg który ukochał sobie nożyczki. 3 chłopaków z Kostaryki. Wiecznie gubiący się Włoch. 7 osobowa rodzina z Ameryki. Poznany w metrze Kameruńczyk. Polka pracująca w Paryżu jako Au pair. Chinka. No i my dwie.   


A zaraz, a Paryż? Przecież miało być o podróżowaniu! Nie zrozumcie mnie źle. To, że zepchnęłam w tej notce Paryż na plan drugi nie znaczy, że mi się nie podobał. Ja jestem nim wręcz zauroczona!  Piękne kamieniczki z cudownymi balkonikami są na każdym kroku. Widziałam przynajmniej milion miejsc, w których mogłabym zamieszkać. Cudne parki, jak np.  Ogrody Luksemburskie, w których zrobiłyśmy  sobie śniadanko (na pierwszym zdjęciu) na świeżym powietrzu.  Klimat dzielnicy Montmart mnie zauroczył. Kluczową rolę odegrał jednak chyba przewodnik z Free Walking Tour na którą się wybrałyśmy.  Nazywał się Sam i był po prostu genialny, opowiadał tak ciekawie i z pasją, że aż żałowałam, że nie studiuję historii! Pokazał nam np: rzeźby które przekrojone zostały na pół, żeby sprawdzić czy aby na pewno artysta nie zatapia w brązie zamordowanych ludzi, bo nikt nie mógł uwierzyć,że zostały wykonane tak dokładnie!  Prawda jest taka, że fajnie jest zobaczyć te wszystkie piękne miejsca. Zabytki. Ciekawe budynki.  Ale tak naprawdę najlepsze wspomnienia  tworzą ludzie napotkani w podróży. Inspirują. I to właśnie oni, uświadamiając mi rzeczy z których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy wywarli na mnie największe wrażenie w czasie tej wyprawy. 


Przy okazji chciałabym wam polecić Free Walking Tours.Wycieczki jak sama nazwa wskazuje są bezpłatne, (na koniec zazwyczaj daje się napiwki). Są one organizowane w wielu dużych miastach Europy, zazwyczaj codziennie i obejmują najważniejsze punkty danego miasta, więc są świetnym sposobem na rozeznanie się w nowym miejscu! Byłam już na nich kilka razy i naprawdę zawsze byłam zadowolona lub wręcz zachwycona! Przewodnicy to zawsze młodzi ludzie, którzy nie zanudzają nudnymi faktami, ale starają się wszystko przedstawiać w ciekawy, zabawny sposób. 

 ***


A teraz jestem na Festiwalu Filmowym Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Święto kina trwa :) W tym roku obchodzę okrągłą rocznicę, bo jestem tutaj już po raz 5ty  :)!  Chyba ten mój mały jubileusz przynosi mi szczęście, bo jak na razie obejrzałam już 13 filmów, z czego tylko jeden  mi się nie podobał. A  zaraz idę na koncert w Arsenale - The Saintbox ( czyli Gaba Kulka, Olo Walicki i Maciek Szupica) bo przecież nie samymi filmami człowiek żyje ;) 


Posted in , , , , , | 11 Comments

"Kiedy czytam, nie mam już wieku..."

Jakiś czas temu Zuzolińska otagowała mnie w tej zabawie, a że temat wdzięczny, to chętnie biorę udział. 

Właśnie takie siedzisko mi się marzy! :)


O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Hmm, nie mam chyba jakieś ulubionej pory dnia. Raczej zależy to od konkretnej sytuacji, tego kiedy znajdę czas lub najdzie mnie ochota, a nie od położenia słońca na niebie. 

Gdzie czytasz?
Zdecydowanie w pociągach - plus dojazdów do Warszawy jest właśnie taki, że pozwala wygospodarować czas na czytanie J Często między półkami w empiku. Albo na ulubionej pufie w domu. Świetnie czytało mi się ostatnio w Małopolance, kawiarni w Krynicy Zdroju - tam przeczytałam większość trylogii "Igrzyska Śmierci".

Jaki rodzaj książek najchętniej czytasz?
Kocham książki podróżnicze! Pochłaniam ich mnóstwo, nie mogę się  powstrzymać od sięgnięcia po nową pozycję kuszącą mnie relacją z jakiejś odległej krainy. (Więc jeśli kiedykolwiek będziecie mnie szukać w empiku, to już wiecie przy którym regale!). No i ostatnio znalazłam wytłumaczenie! Znacie to uczucie gdy tak wsiąkacie w lekturę książki, że wręcz wydaje wam się, że przenieśliście się do jej realiów?  Grupa ochotników została przebadana pod tym kątem. Okazało się, że gdy coś czytamy nasz mózg zachowuje się tak jakbyśmy sami wykonywali tą czynność. Ochotnicy zostali poproszeni o wejście do skanera fMRI i przeczytanie paru historii. Wyniki były niesamowite- gdy czytali o tym, że np.: bohater podnosi lub kładzie długopis – pobudzeniu ulegał obszar mózgu odpowiedzialny za chwytanie lub opuszczanie przedmiotów. W takim razie, wszystko jasne – gdy czytam mój mózg myśli, że w skórze Cejrowskiego bratam się z plemionami z amazońskiej puszczy, przemierzam tysiące kilometrów na motorze razem z Ewan’em McGregor’em czy wtapiam się w codzienność Hindusów niczym Paulina Wilk. I jak mu się dziwić, że woła o więcej i więcej takich przeżyć..;)

Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś? 
Dostałam i pochłonęłam trylogię  „Igrzyska Śmierci”, kupiłam  „Światoholicy” - Aleksandra Pawlicka.

Co czytasz obecnie?
"Magia Azji"- Rafał Gawęda, Maciej Tyszkiewicz (naprawdę bardzo polecam! Fajne zdjęcia i dobrze napisane ) na zmianę z "Cmentarz w Pradze" - Umberto Eco.

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?
Zdecydowanie zakładek,a częściej biletów lub ulotek.

E-book czy audiobook? 
W sumie to żadne, ale już prędzej audiobooki, bo nie lubię czytać na komputerze.  Książki tradycyjne są najlepsze J

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Zdecydowanie na pierwszym miejscu cała saga HP, byłam (jestem!) wielką potteromanką i jeśli dostałabym teraz zagubiony list z Hogwartu, to tak, rzucam wszystko i pędzę, lecę! Ale z takiego dzieciństwa wcześniejszego to seria "Pięcioro dzieci i coś" czytana mi jeszcze przez mamę, na zawsze zarezerwowała sobie czołowe miejsce w moim sercu. Lubiłam też Krystynę Siesicką. Ogólnie czytałam bardzo, bardzo dużo, pochłaniałam książki.Tęsknie za tym uczuciem gdy zatapiałam się bez pamięci w świat przedstawiony, bo teraz niestety zdarza mi się to bardzo rzadko ( jeśli was coś tak ostatnio wciągnęło - czekam na rekomendację! :) Za to...nigdy nie mogłam przebrnąć przez "Chatkę Kubusia Puchatka". I jego fenomenu chyba nigdy nie zrozumiem.

Ulubiony cytat związany z książkami. 


"Kto czyta książki, żyje podwójnie"
Umberto Eco

"Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów"
Kartezjusz

„Kiedy czytam, nie mam już wieku, na pewien czas wchodzę w życie postaci, poślubiam, odchodzę, także zdradzam, albo się mylę. Kiedy byłam młoda i zdarzało mi się czytać epopeje, starzałam się z bohaterami, razem z nimi konfrontowałam się z brzydkimi aspektami życia. Dziś z nimi cofam czas, młodnieję.” 
Frederique Deghelt - Babunia


A ja chętnie dowiedziałabym się co czytać lubi:
Marta (zwłaszcza,że już raz dobrą książkę mi poleciła ;)






Posted in | 8 Comments

Oh, Holy water


Woda. Życiodajna substancja. Dla Balijczyka ma szczególnie ważne znaczenie. Święta woda jest przedstawicielem, a dosłownie mówiąc opakowaniem dla boskiej mocy. Woda umacnia i oczyszcza wszystko czego dotknie. Wykorzystywana jest we wszystkich ceremoniach, w każdym akcie oddawania czci. Dusze chorych uzdrawiane są dzięki kąpieli w świętej wodzie, tancerze wyprowadzani są z transu przy jej użyciu. A jedną z najgorszych kar jaka może spotkać Balijską rodzinę to odmówienie im dostępu do świętej wody ze świątyni, jest to właściwie równoznaczne z „ rytualną śmiercią”. 


Te święte źródła (posiadają podobno lecznicze moce) znajdują się w Pura Tirtha Empul - słynnej hinduistycznej świątyni. Ludzie masowo przyjeżdzają tam by poddać się oczyszczeniu. Podchodząc do każdego źródełka (każde z nich ma inną moc) modlą się, składają ofiarę i obmywają się wodą.

  Przygotowane wcześniej podarki dla Bogów.

A świątyń? Tych to jest podobno więcej na Bali niż domów! Ej, no to jest przecież niemożliwe (ja tak właśnie zareagowałam :P) !!? Możliwe, możliwe. Otóż każdy dom na Bali ma swoją własną świątynię. A dodajmy jeszcze te wybudowane oddzielnie i z prostego rachunku wyjdzie nam, że cóż…tak po prostu musi być. Z tym, że trzeba skorygować swoje wyobrażenie o świątyni, nie każda z nich jest duża i okazała, w zależności od zamożności rodziny mogą mieć po prostu formę kapliczki przy której można się pomodlić i zostawić podarki dla Bogów. 


A i w tym wypadku woda ma coś do powiedzenia.To ocean reguluje dostępność do najczęściej odwiedzanej  i chyba najciekawszej (bo wydrążonej w skale) świątyni na Bali. Do Tanah Lot dotrzeć można tylko podczas odpływu. 

Posted in , | 2 Comments

Hati Hati, Upacara!

Hati Hati - Upacara! / Uwaga, ceremonia - zamknięte drogi na Bali z taką tabliczką nikogo nie zdziwią. A grupa mężczyzn z nożami wycelowanymi we własną pierś, snująca się w amoku i próbująca się zadźgać? Normalka. To po prostu część obrzędu religijnego mającego rozstrzygnąć walkę dobra ze złem


Mężczyzn tych nazywamy babuten od słowa buta oznaczającego niewidomy, ponieważ podczas transu stają się oni ślepi na zewnętrzne bodźce, koncentrując sie jedynie na sobie i demonie zwanym - Rangda. Rzeczywiście wydają się nieobecni. Jęczą, trzęsą się, wykonując dziwny taniec w takt rytmicznej muzyki. Wodzą błędnie wzrokiem jakby nie do końca wiedzieli co się dzieje. Jeden z mężczyzn zrywa zębami kwiatek z ozdoby na głowie jednej z kobiet, przeżuwa i po chwili wypluwa. 
Kris to tradycyjny Balijski sztylet, zazwyczaj ma pofalowany kształt, współcześnie używany jedynie w przedstawieniach tanecznych i uroczystych ceremoniach. Nie ma on bardzo ostrej końcówki, mniej więcej jak nóż do obiadu, także mimo,że nie wyrządzi się nim dużej krzywdy, to jednak u tancerzy bez koszulki widać zaczerwieniony ślad w miejscu nacisku. 


Mimo,że tancerze dokładnie wiedzą jak umiejscowić sztylet by nie wyrządzić sobie zbyt wielkiej krzywdy, to ten,przysięgam, wyglądał jakby niczego bardziej nie pragnął niż się nim przebić. Miotał się zdesperowany, w pewnym momencie nie wiem skąd dorwał dodatkowy harpun i usilnie wbijał go sobie w pierś...


Nie dziwi więc,że po wkładaniu w trans tyle energii, tancerze padają w końcu na ziemię wykończeni... 


No dobrze, ale jak to...trans? Czyli,że co się dzieje z tymi ludźmi? Dla Balijczyków jest to tak naturalne i normalne,że nawet do głowy by im nie przyszło się zdziwić. To po prostu nadprzyrodzone zjawisko spowodowane tym,że niezidentyfikowany duch wchodzi w ciało osoby wprawiając ją w trans i powoduje wszystkie wyżej opisane zachowania. Logiczne, nie? ;) Ale jak cały ten "trans" umiejscowić sobie w naszej europejskiej świadomości? Psychiatrzy porównują trans z innymi psychologicznymi fenomenami, jak np lunatykowanie - podczas którego osoba w jakimś stopniu kontroluje sytuacje - osoby zazwyczaj nie wyrządzają sobie zbyt dużej krzywdy, nie spadają ze schodów, potrafią nawet bezpiecznie przejść przez ulice itp. jednak nie można nazwać ich chodzenia podczas snu świadomym.



Zamieszczam też filmik,żebyście mogli lepiej się wczuć w atmosferę ;) 


Posted in , , | 5 Comments Location: Bali, Indonezja

O uczciwości Balijczyków

Wyobraźcie sobie ,że wchodzicie do sklepu. Sięgacie po mleko. A tu Pani ekspedientka robiąc niewinną minkę rzuca wam cenę : 15 złotych. Jeśli jesteście jeszcze zaspani , to cóż macie pecha. Możliwe, że nawet nie zorientujecie się, że właśnie zostaliście naciągnięci. Ale jeśli wasze zmysły są w gotowości, to zaczyna się. Odwieczne targowanie.  Jeśli jesteś Bule – człowiekiem rasy białej, to stanie się to na Bali Twoją codziennością. Nie ma zmiłuj. Wieczna czujność. Po zapytaniu o cenę można zauważyć ten proces myślowy pojawiający się na ich twarzy  - „ aaaa, jaką by mu tu cenę wyjściową strzelić tym razem…”. No, bo przecież jesteś „biały” ,czyli musisz mieć pieniądze, nie zastanawiają się skąd. Wysoki stan konta uważają za nieodłączny atrybut jasnego koloru skóry.  Co więcej właściwie zawsze uważają, że jesteś z Australii i jakoś trudno im sobie wyobrazić, że polski przelicznik walut nie wypada już tak genialnie.





Okazuje się ,że nie można nawet do końca ufać urzędom. To zdjęcie świątecznej paczki którą wysłałam rodzince. Trochę słabo widać, ale można dojrzeć cenę w lewym dolnym rogu - 260 000 rupii. A poniżej kwitek z poczty na 395 300 rupii które zapłaciłam za wysłanie tej oto paczki. Pamiętam, że wychodziłam taka zadowolona, bo obiecali mi ,że paczka będzie szła 14 dni < o ja naiwna!> . Przesyłka dotarła do Polski po ponad 40 dniach. Podejrzewam, że policzyli mi za przesyłkę ekspresową, a wysłali wolną i różnicę zgarnęli sobie do kieszeni.




Najgorzej jest chyba w kantorach, zazwyczaj po/przy końcowym przeliczaniu próbują zręcznie zsunąć parę banknotów za kantorek. Zazwyczaj są na tyle bezczelni ,że gdy zwróci się im uwagę to po prostu nie chcą wymienić pieniędzy po uczciwym kursie. Często wolą nie wymienić wcale.
Przyznam,że ciągłe targowanie i stan wiecznej czujności w którym należałoby być był dla mnie po pewnym czasie bardzo męczący. Chociaż niektórzy uważają targowanie za prawdziwą sztukę, grę emocji, umiejętność wyczucia jak daleko można posunąć się w negocjacjach. Cóż, jeśli ktoś ma do tego dryg, trochę wytrwałości i podstawową znajomość języka to może czasem wytargować naprawdę dobrą cenę. Także można by rzec,że to raj dla spryciarzy. A jak ktoś się już zmęczy przekomarzankami zawsze można pójść do Tesco, tam ceny z góry ustalone, takie same dla wszystkich.

Posted in | 6 Comments