Święta zawsze jakoś mijają za szybko...




Amerykanie kochają święta, i wszystko co ze świętami związane :) Sklepy zapełniają się akcesoriami świątecznymi. Między sąsiadami panuje prawdziwa rywalizacja. Kto w tym roku ciekawiej przyozdobi swoje domostwo?

Z tego co widziałam, to w Polsce jakoś ubogo było w tym roku w ozdoby, jakaś choineczka, pare lampek, nic nadzywczajnego. Dlatego tym którzy już zdążyli zatęsknić za świątecznym klimatem dedykuję tę serię domost. 




A teraz jak wygląda Chicago? Teraz to już na domach zaczęły się pojawiać jakieś walentynkowe serduszka ... :)

Posted in , , | 4 Comments

kłódka

Przy Adler Planetarium - jedna z moich ulubionych miejscówek.

Chicago pokochałam właściwie od razu. Duże, tętniące życiem miasto, pełne i wielkich budynków i zieleni.  
I gdy już człowiek myśli,że się do życia na emigracji przystosował. Gdy myśli, że oswoił wszystkie nieznane elementy, nagle natknie się na coś.  Na taką drobnostkę, która skutecznie sprowadzi go na ziemię. Zdaje się być sprawą oczywistą dla wszystkich dookoła - nam wydaje się pomysłem z kosmosu. I po raz kolejny czujemy się jak przybysz z obcej planety...

I chociaż nie opowiadam już historii mojego życia, gdy sprzedawczyni w sklepie pyta mnie "How are you?". I przyzwyczaiłam się, że do cen które są umieszczone na produktach doliczają jeszcze później przy kasie podatek (ale nie pogodziłam się - wnerwia nadal). I że wiecznie chcą żeby im wszystko literować. Przyzwyczaiłam się, że trzeba dawać napiwki, nawet w taksówce. Właściwie to już myślałam,że wiele mnie tutaj nie zaskoczy. Nawet wiewiórka - jako zwierzątko domowe :) 

Pies? Na co komu pies? Przecież wiadomo,że nikt tak dobrze nie aportuje jak wiewiórka!

Aż pewnego dnia poszłam na basen, i już pomijając fakt,że na każdym publicznym basenie tutaj cały dzień jest rozplanowany na konkretne zajęcia. I jak człowiek nie chce grać w wodne polo, nie kwalifikuje się jeszcze na emerycki fitness, nie ma pod ręką niemowlaka którego mógłby zaciągnąć na wodne mother-babe bonding czy po prostu zwyczajnie w świecie nie ma AKURAT ochoty uprawiać jogi na pontonie to musi się wstrzelić w ściśle ustaloną godzinę lub dwie dziennie przeznaczone na normalne pływanie.  

Ale, ok - przybyłam. Wszystko pięknie  A jakaś szatnia, to gdzie jest? I czy mogłabym prosić jakiś kluczyk do szafki? Kluczyk? Kłódkę Pani ma na myśli? No tak, szafki to są tam na dole i Pani sobie swoją kłódką zamknie. Kłódką, jaką kłódką? O mamma mia. A kłódkę trzeba mieć swoją. Oczywiście, jasna sprawa. Normalka,żeby wszędzie ze sobą nosić kłódkę. Podręczna zawartość każdej kobiecej torebki w USA. Na wypadek jakby nas nagle naszła ochota coś (kogoś?) gdzieś zamknąć? Solidny też to przedmiot, to i przy samoobronie się przyda jakby się kogoś wkurzającego chciało zdzielić po głowie ;) Sami chyba przyznacie,że brzmi logicznie ;)


Tak więc kłódkę mam już i ja i od teraz, już się z nią nigdy nie rozstanę! :)

No cóz, coś za coś, do tych małych różnic przyzwyczaić się można, a nie wszędzie można mieć takie piękne widoki! I jak tu nie kochać Chicago!?


Przepiękny widok z Adler Planetarium nocą.

Posted in , | 6 Comments

Don't be afraid of Detroit.!

Oj, nasłuchałam się przed wyjazdem do Detroit, że niebezpiecznie, że jeden z najwyższych współczynników przestępczości w US, że gangi szaleją, ale właściwie na ulicach to pusto, więcej jest budynków niż ludzi. Podsumowując strach jechać i nie warto.

Całe szczęście, że jedyna opinia jakiej z Natalią posłuchałyśmy należała do Aly'iego, couchsurfera którego spotkałyśmy na CouchCrash w Chicago. Nalegał, żebyśmy koniecznie go w Detroit odwiedziły. "Dziewczyny, nie słuchajcie ich, koniecznie przyjedźcie, Detroit to świetne miasto, ja gdybym miał ponownie wybierać gdzie mam mieszkać to nie zamieniłbym go na żadne inne. Obiecuje, że w Detroit pokaże wam wszystko co najlepsze!"


I miał rację, Aly był chyba najlepszym przewodnikiem po mieście jakiego kiedykolwiek miałam. Nie ma chyba nic lepszego nic zwiedzanie nowego miejsca oczami osoby która naprawdę je zna i kocha.  Teraz myślę,że to całe gadanie, to może jakiś spisek, żeby ludzie do Detroit masowo nie jeździli, bo gdyby pojechali, to odkryliby jaka bajkowa kraina się tu kryje! Ci co już ją znają pewnie sprzymierzyli się w konspiracji i chcą ją zatrzymać tylko dla siebie. Ale ja nie będę taka i zapraszam was w tą magiczną okolicę...



I know a place where dreams are born.
 And time is never planned. 
Step on the road and don't be shy.
It's never never land *


 Never use logic in this place. 
Cause you don't need it here.


 Dom muzyczny był kuszący, winylowym płytom trudno się oprzeć...


...ale jednogłośnie wybrałyśmy ten na nasze nowe domostwo! :) 


I ta kolorowa jezdnia!


razem z Natalią i Aly'im prowadzimy niezwykle ważne rozmowy biznesowe w naszym nowym biurze ;)


  You can find anything you want,
 just pick what you need !



No dobrze, a jak to wszystko powstało?

Magia? Właściwie to można tak powiedzieć, magia ludzkiej wyobraźni i determinacji.

Jeszcze nie tak dawno temu w tej właśnie okolicy przestępczość rozwijała się w najlepsze, bieda, narkotyki, zamiast kolorowych obrazków na ścianach widniały co najwyżej ślady po kulach. Gdy 26 lat temu artysta Tyree Guyton powrócił do swojego rodzinnego miasta, na Heidelberg, ulicę na której dorastał. Smutna rzeczywistość przeraziła go. Zamiast uciekać postanowił coś z tym zrobić.Uzbrojony w pędzel i wielkie chęci, razem z pomocą okolicznych dzieciaków zaczął powoli przemieniać tą upadła okolicę w wielką przestrzeń artystyczną. W miarę jak okoliczne domy zaczęły zamieniać się w gigantyczne dzieła sztuki, turyści, a więc i patrole policyjne zaczęły coraz częściej pojawiać się w okolicy. Przestępczość czuła się nieswojo w takim towarzystwie, i tak stopniowo zaczęła znikać z ulicy Heidelberg...



* fragment piosenki Jane Monheit – Never Never Land + moje własne wariacje 

Posted in , , | 13 Comments

CHi!



No i znowu jestem na emigracji, tylko tym razem po drugiej stronie półkuli. Melduję się z Chicago spod słynnej "fasolki". Udało mi się spełnić jedno z najdawniejszych marzeń - w tym roku będę studiować w USA :)

Jeśli chodzi o poprzedniego posta to zagadka teraz chyba powinna wydawać się łatwiejsza. Chodziło oczywiście o krainę Halloween, a dokładniej obchody Halloween w USA. Bo tylko tutaj pod koniec października zombie, duchy i inne zjawy zaczynają swobodnie chadzać po okolicy, pajęczyny magicznie spowijają ogrodzenia, a na co drugim trawniku pojawiają się nagrobki. W sklepach na półkach sztuczna krew leży obok bułek.  I następuje nagły wysyp dyniowych muffinków (mniam! pyszne są!).


Posted in , | 9 Comments Location: Chicago, Illinois, Stany Zjednoczone

.

Strach wyjść na ulicę! Zombie, duchy, czarownice ,na każdym kroku czaszki, jakieś przeraźliwe stwory... podła jest to okolica doprawdy...



 Rest in Pieces [*]

Ktoś zgadnie, gdzie jestem? Cóż to za mroczna kraina...?


Posted in , , | 4 Comments