Mój plan był prosty. Zakładałam, że najlepiej będzie jeśli podczas pobytu w Indonezji nie będę musiała korzystać z tamtejszej służby zdrowia.Przed wyjazdem upewniłam się,że jestem zdrowa jak ryba, poddałam się kilku szczepieniom i spakowałam najpotrzebniejsze lekarstwa . Sytuacja wydawała się być pod kontrolą. Jednak parę sekund, a możliwe że nawet ich ułamki, zadecydowały o moim losie. Ciach. Trach. Bach. I jak to określił lekarz „popłynęłam po asfalcie”. W związku z tym nastąpiła "mała" zmiana planów. Okazało się,że pierwszą w życiu operację będę miała właśnie na Bali. Była biała tablica na której zapisuje się zabiegi, wielkie lampy na Sali operacyjnej, krzątający się ludzie w zielonych maseczkach, no wszystko niczym z Grey’s Anatomy.Tylko personel jakiś bardziej opalony...
W związku z tym wszystkim wróciłam do Polski się wykurować. Cóż...nie miałam tu zbyt ciepłego powitania. Już prawie zapomniałam jak może być zimno! Tak więc, mimo że z Polski, to będę pisać dalej. Bo patrząc przez okno wydaje mi się,że przyda nam się wszystkim trochę egzotyki...
* * * * * * * * * * * * * * *
Smaki Hong Kongu
Hong Kong był dla mnie wyprawą na której niesamowicie otworzyłam się na nowe smaki. Ja z której tata zawsze śmiał się,że do stołu powinnam podchodzić z lupą, bo tak dokładnie zawsze przyglądałam się każdej szyneczce przed konsumpcją. Tutaj przełamałam wiele swoich barier –małże, ostrygi, ośmiornice, kalmary czy gołębie. Bo przecież nie ładnie wybrzydzać gdy twój host (osoba z portalu couchsurfing.org która gości Cię u siebie w domu) zabiera Cię na kolację. Szybki kurs jedzenia pałeczkami i smacznego!
Gdy pierwszy raz zobaczyłam na stole gołębie ( podane z głowami ) trochę mnie to zaskoczyło. Ale właściwie to lepiej żeby lądowały na talerzu niż pod nogami. A muszę przyznac ,że za dużo ich na ulicach HK nie widziałam...
Karmić ich też nie wolno. Obowiązuje polityka przeciwgołębiowa! Popieram :)
Zasmakowałyśmy się w Dim Sum. Jeśli idzie się w parę osób można zamówić dużo rodzajów i spróbować każdego po kawałku. No i oczywiście w cenę wliczona jest niekończąca się dolewka herbaty :)
Samemu się zaznacza co chce się zamówić, także złożenie zamówienia to prawdziwe wyzwanie!
Tarty jajeczne, pierożki krewetkowe, smacznie doprawiony ryż w liściu lotosa, bułeczki z mięsnym nadzieniem
Jeśli będziecie w Hong Kongu polecam Dim Sum w Luk Yu Tea House na ulicy Stanley. Najlepsze! :)
Jednak moim ulubionym odkryciem były mooncake - specjalne ciasteczka, tradycyjnie spożywane w okresie Święta Środka Jesieni ( Mid Autumn Festival). Tak wyglądają te bardziej tradycyjne, często z Yolk egg w środku (słonawe).
Ale nam najbardziej smakowały te lodowe:
z mango, porzeczką i ananasem :) Mniam!
Będąc w Chinach nie mogłam nie pójśc do muzeum herbaty. A tą paradę dzbanuszków/ filiżanek dedykuje moim kochanym herbaciarkom! Który zestaw podoba się Wam najbardziej? :)